Niezależny Samorządny Dom Wariatów
Kategorie: Wszystkie | aktualności | techniczne | wspominki
RSS
piątek, 27 listopada 2009
cóż..
przeprowadzka bloga, od blisko roku, ze względu na nagłe wessanie funduszy, zawisła w martwym punkcie. szkoda, ale kiedyś się uda, na pewno.

ale to nie tak, że nic się nie udaje - jest szansa na skompletowanie nowej, lepszej kuchni już przed świętami ;) i uwaga uwaga - mamy lodówkę. tak jest. po pół roku dorobiliśmy się lodówki :) 

i dopiero człowiek uświadamia sobie, że nieomal rodzi się przyzwyczajony do luksusu. bo przecież pół roku bez lodówki było takie zupełnie zwyczajne - a teraz zrobiło się pięknie i wygodnie..

anyway, nie wiadomo co z wigilią zapieckową, ale wigilia czerwonołazienkowa (18-20 grudnia z przyległościami jak komu wyjdzie) się ma nadzieję wielką odbyć.

zapraszamy ciasta, ciasteczka, potrawy, alkohol i tragarzy :)

do.

środa, 29 kwietnia 2009
przeprowadzka! :)
a żeby było śmieszniej - do domu :)

ze względu na szeroko zakrojone plany, ograniczenia bloxa oraz moją osobistą wygodę itp. - przenosimy się.
[ prace są na tyle zaawansowane, że można już chyba zapowiedzieć. ]

zamykamy działanie bloga pod tym adresem. będzie dostępny póki blox da, może jakieś techniczne info się tu jeszcze pojawi, kto wie.

w każdym razie - ciąg dalszy nastąpi, w miejscu o adresie tymczasowym:


zapraszam :)

[ aha - póki co strona będzie pewnie dość często niedostępna, zwłaszcza w godzinach nocnych, ale to też z czasem minie. ]
poniedziałek, 09 lutego 2009
o urodzinkach bardziej szczegółowo

jesli miałby być ten zlot jeszcze lepszy niż dwa poprzednie to ho, ho...

a co do urodzinek, to po prostu impreza będzie! bezalkoholowa, soczkowo-cukierkowo-owocowa. smakowy motyw przewodni to wspomniane już maliny (mam nadzieję, że nikt nie ma na nie alergii).

ogólny plan jest taki, że przed południem kiedy małe są w przedszkolu (znaczy, tak do 16.00) ogarniamy się pozlotowo, pieczemy, gotujemy itd, a potem to już bal :)

znaczy, zapraszamy. stroje dowolne, nastroje dobre :)

zlot w łodzi

again, and again, and again, and again...

i oby nie umarło.

znaczy, 20-22 lutego kolejny łódzki zlot, może nie gorszy, a może i lepszy niż dotychczas.

zaś dzień po zlocie - urodziny dziewczynek, tutaj, piąte. z tego, czego się od nich dowiedzieliśmy, ma być galaretka (w dwóch kolorach, pokrojona w kostkę) i ciasto malinowe (rany, jak zrobić w lutym ciasto malinowe??) no i generalnie kto chce, kto może, kogo interesuje itd., nie ma sensu komplikować, niech będzie.

[ specjalne życzenie dziewczynek - mielonka ;) znaczy, zakręciły się jakoś strasznie i przyjmuje to wręcz formę żądania :) zapraszamy więc szczególnie i osobno i tyle. ]

a poza tym to jak zawsze wokół zlotu - kto kiedy chce, co chce i jak chce :)

[ byle dużo. ]

czwartek, 15 stycznia 2009
mate mate

Skoro Yerba Party przed nami, to trzeba by się nieco przygotować teoretycznie. Źródła podanej poniżej wiedzy są różne, głównie strony internetowe pasjonatów.

MATE NA GORĄCO:

1. wsypujemy susz, wypełniając od połowy do dwóch trzecich naczynia

2. pukamy dłonią w naczynie tak, aby mate ułożyła się skosem od dna do brzegu naczynia (wprawni uzyskują ten efekt odwracając naczynie zakryte dłonią do góry dnem) w ten sposób powstaje wolne miejsce na wodę i bombillę.

3. wlewamy niewielką ilość letniej wody – tylko tyle by susz wchłonął wodę

4. czekamy

5. dolewamy wody o temperaturze między 60 a 80 st. C

6. po wypiciu dopełniamy dalej wodą o tej samej temperaturze.

MATE NA ZIMNO:

1. wsypujemy susz, wypełniając od połowy do dwóch trzecich naczynia

2. pukamy dłonią w naczynie tak, aby mate ułożyła się skosem od dna do brzegu naczynia (wprawni uzyskują ten efekt odwracając naczynie zakryte dłonią do góry dnem) w ten sposób powstaje wolne miejsce na wodę i bombillę.

3. wlewamy niewielką ilość letniej wody – tylko tyle by susz wchłonął wodę

4. czekamy

5. dolewamy możliwie lodowatej wody

6. po wypiciu dopełniamy dalej wodą o tej samej temperaturze.

DODATKI DO MATE:

Jak się okazuje dodatkiem do mate w jej rodzinnych stronach bywa przysmak znany na czerwonołazienkowej jako manjar (przepis i określenie jak najbardziej przywędrowały tu z południowej ameryki ale niezależnie od samej mate). Chodzi o coś co u nas nazywane jest najczęściej kajmakiem – skarmelizowany cukier z mlekiem. W obcych językach zaś brzmi to niebanalnie: dulce de leche .

Poza tym dodawać można sok pomarańczowy, kawałki owoców, melasę, miód, cynamon, a także żółtka z cukrem (znaczy, kogel mogel, jak sądzę) co ponoć daje wspaniałą(??) pianę…

I jeszcze co nieco magii mate:

„Tradycyjny (indiański) sposób picia przypomina rytuały związane z paleniem fajki pokoju (…) Guampa krąży z rąk do rąk, ale nie po kole - tak jak w przypadku fajki pokoju - lecz po gwieździe. Za każdym razem musi przecież wrócić do gospodarza z czajnikiem (lub termosem) w celu ponownego napełnienia.”

„Woda, którą zalewamy fusy powinna być "biała" - taka, która szumi na ogniu, ale jeszcze się nie zagotowała - nigdy wrząca! Zalanie mate wrzątkiem powoduje, że się święte ziele poparzy, obrazi i w jednej chwili straci cały smak. I Moc.”

„Na koniec, kiedy przelało się już tyle wody, że Mate straciła smak, trzeba opróżnić guampę. Robi się to zawsze na ziemię! Nigdy do śmietnika, zlewu, ubikacji itp. Nigdy!

Tak jak pierwsze zalanie było dla św. Tomasza*, tak ostatnie musi być para Pachamama - dla Matki Ziemi. To ona rodzi i daje ludziom w darze święte ziele - Yerba Mate. „

(W. Cejrowski)

*św. Tomasz to ten łobuz, który wypija pierwsze zalanie „pierwsze zalanie wypija w całości Santo Tomas - święty Tomasz. Prawda jest taka, że całą wodę wciągają te suche paprochy i każdy o tym wie, ale tradycja każe pić mate w grupie - a nie samemu - więc jeżeli ktoś akurat nie ma kompanii, to pod ręką jest zawsze św. Tomasz. Wprawdzie niewidoczny, ale przecież obecny, bo ktoś tę pierwszą porcję wypił, no nie?” (W.cejrowski)

A co do przygotowań praktycznych, to kto przywiezie mate?! Bo u nas licho z nią… natomiast zaopatrzymy imprezę w dulce de leche ;]

środa, 07 stycznia 2009
no to odpowiadam...
No to ja może objaśnię, co i jak powstało i dlaczego...
A było to tak.
Gdy przyjechałam do miejsca G. zasiadłam przy Karolu i rozpoczęliśmy pogaduchy z racji dłuuugiego niewidzenia się. No i my gadali i gadali, a w końcu wyszło szydło z worka i świadomość, że tenże właśnie Karol ostatnimi czasy  na Czerwonołazienkowej pojawił się w czasach Yerba Party, kiedy to razem z południa nadjechaliśmy...
Tośmy oprzytomnieli, że to już rocznica, że za dni kilka się zbliża. No i objawienia, że należy się powtórka z rozrywki, znaczy tworzymy tradycję!!
Zatem, Kochani, w dniach 17-18 I roku nowego 2009 należy zebrać się, co najmniej, w tym samym gronie, przybyć można na odyńcu i przywlec co tylko z Yerba Mate związane, w ilościach konkretnych - jak dla pułku hipisów! Mile widziana nie tylko Yerba, ale różnego rodzaju Yerbówki także (liczymy na Ciebie Kapitanie Q. ;)! A jakby Ci się Karolu udało, mimo Mrówek, chałwę o smaku Yerby pozyskać, byłoby jeszcze piękniej!
Zatem zapraszam, w imieniu swoim i lokatorów, na Drugą Edycję Yerba Party anno domini 2009!!! hej! :)
wtorek, 06 stycznia 2009
no dobra..
coraz częściej i z różnych stron docierają do mnie wieści o nowej tradycji yerba party, które w takim razie zbliża się wielkimi krokami, i wieść zatacza kręgi po dziwnych zakątkach kraju..

a więc - rodacy!.. no rodacy no..

no niechże mi ktoś powie, kiedy toto ma się odbyć, co? bo czuję się pominięty..

możecie wrzucać swoją wiedzę tutaj w komentarzach, może da się uzgodnić wersję :)

poniedziałek, 08 grudnia 2008
wigilia!

ha! kolejna "wigilia" na czerwonołazienkowej się szykuje. w oficjalnym programie zapiecka napisano:

'20.12.2008 koncert jacka kleyffa. support paweł czekalski.'

my tam mamy poufne wieści, że to ma być na odwrót - wszak jacek gra pierwszy (support) a potem Paweł (gwiazda wieczoru) :P

w każdym razie, czekamy na wszystkich od początku przyszłego tygodnia.

p.s.

niestety, ze względu na ...* z dołu, bawimy się do rana w zapiecu, a na czerwonołazienkową wracamy spać. cicho spać. i nie tupać. i nie prowadzić filozoficzno-egzystencjalno-(...?) rozmów na balkonie (gumowe ucho nie śpi). i nie spadamy z hamaków (od 22.00 do 6.00 rano).

*cenzura

czwartek, 17 lipca 2008
mam kaca

tia.. albo nie był to napój bogów, albo był, a ja jednak nie jestem bogiem i właśnie sobie to uświadomiłem.. o świcie wpadła agnieszka i wyciągnęła jacka do pracy do łowicza, ciekawe jak też on tam sobie radzi ;)

a dziewczynkom udało się przepchnąć drzwi balkonowe przez jacka, wyczyn będący jakby symbolicznym podkreśleniem różnic temperamentu, również wśród ludzi przechodzących na drugą stronę drzwi.

w każdym razie - mamy teraz stałą wentylację. znaczy, nie mamy szyby.

czwartek, 03 lipca 2008
o upadłej basicy

wszedłem na bloga, coby coś napisać. lecz tyle się dzieje - a nic do napisania.

z braku weny wybawia tym razem basica, zawsze gotowa dostarczać tematów, nono. więc - usłużnie upadła.

z hamaka. z wielkim bum. i z bokononem.

nic się nie stało, ale sprawa do przemyślenia.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6